Studia psychologii: jakość, profile i polskie realia

Studia psychologii przeżywają w Polsce prawdziwy boom. Popularność kierunku nie zawsze jednak idzie w parze z jakością kształcenia. A przede wszystkim czas zadać sobie pytanie, czy studia psychologii mają dzisiaj jeszcze w ogóle sens i dają absolwentom nadzieję na pracę i godną płacę?

Studia psychologii w Polsce

Jeszcze przed pandemią SARS-CoV-2 stwierdziłem, że psychologia staje się tym, czym kiedyś było zarządzanie i marketing: masowym kierunkiem, którego popularność przekłada się niekorzystnie na jakość kształcenia i rynek pracy.

Redagując ten tekst w lipcu 2025 r., prawie 50 publicznych i prywatnych szkół wyższych czeka na decyzję Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w sprawie dopuszczenia kierunku psychologia do oferty edukacyjnej. Gdyby wszystkie otrzymały taką akceptację, oznaczałoby to, że prawie co druga uczelnia w Polsce kształciłaby psychologów.

Zgodnie z raportem Studia psychologiczne w Polsce. Raport za lata 2019–2024. Aktualizacja czerwiec 2025, przygotowanym przez Uniwersytet SWPS i Uniwersytet Jagielloński, liczba osób studiujących psychologię zwiększyła się na przestrzeni pięciu lat o 142% – z ponad 34 tys. w 2019 roku do prawie 83 tys. w roku 2024! Warto podkreślić, że w tym samym okresie w dyscyplinie nauk prawnych odnotowano wzrost o 2%, a w dyscyplinie nauk o zarządzaniu i jakości 5.2%.

Tendencja ta znajduje odzwierciedlenie także w wymiarze europejskim – Polska nieprzerwanie od 2015 roku zajmuje pierwsze miejsce w Unii Europejskiej pod względem liczby studentów psychologii na poziomie magisterskim. W przypadku psychologii ten lawinowy przyrost dotyczy przede wszystkim uczelni niepublicznych (wzrost w latach 2019-2024 o 340%), a zwłaszcza zawodowych (kształcących w profilu praktycznym), które z zasady nie podlegają obowiązkowej ocenie naukowej.

„ECeTeeSY” i różnice między profilem praktycznym a ogólnoakademickim na studiach psychologii

Podstawowa różnica między profilem praktycznym a ogólnoakademickim w obszarze studiów psychologii dotyczy rozkładu zajęć w programie kształcenia oraz ich charakteru.
Zanim przedstawię szczegóły, muszę najpierw wyjaśnić czym są ECTSy:

Punkty ECTS to – upraszczając – „miara, ile pracy wiąże się z poszczególnym przedmiotem”. Każdy przedmiot na uczelni ma przypisaną określoną liczbę punktów ECTS – im więcej pracy wymaga, tym więcej punktów jest warty. System ten wdrożono, aby ułatwić porównywanie programów studiów i osiągnięć studentów w różnych krajach Europy. Dzięki temu łatwiej studiować za granicą lub przenosić się między uczelniami bez konieczności powtarzania zaliczonych już przedmiotów.

Jeden punkt ECTS odpowiada około 25–30 godzinom pracy studenta – wlicza się w to zarówno udział w zajęciach, jak i naukę w domu, redagowanie prac zaliczeniowych czy przygotowanie do egzaminów. Standardowo przyjmuje się, że 30 punktów ECTS to pełen semestr, a 60 punktów – cały rok akademicki. Żeby uzyskać dyplom, trzeba zebrać określoną liczbę punktów:

  • studia licencjackie lub inżynierskie wymagają minimum 180 punktów
  • studia magisterskie dodatkowych 90–120 punktów
  • jednolite studia magisterskie – od 300 do 360 punktów.

Przykładowo, jeśli w jednym semestrze student ma takie przedmioty jak statystyka (6 punktów ECTS), język angielski (4 punkty ECTS), komunikacja interpersonalna (3 punkty ECTS) i kilka innych zajęć łącznie wartych 17 punktów, to uzyskuje razem 30 punktów ECTS – czyli zalicza cały semestr.

Warto dodać, że liczba punktów nie zależy od uzyskanej przez studenta oceny końcowej – za zaliczony przedmiot przysługuje wszystkim żakom taka sama liczba punktów ECTS.

Gdy pojęcie ECTS nie stanowi już tajemnicy mogę przejść do wyjaśnienia różnicy między profilem praktycznym a ogólnoakademickim w studiach psychologicznych. Odmienność dotyczy przede wszystkim rozkładu zajęć w programie kształcenia oraz ich charakteru. Studia o profilu praktycznym charakteryzują się tym, że ponad połowa wszystkich punktów ECTS przypisanych jest do zajęć kształtujących umiejętności praktyczne. Oznacza to, że co najmniej połowę programu stanowią ćwiczenia, warsztaty, laboratoria i konwersatoria prowadzone przez osoby posiadające doświadczenie zawodowe zdobyte poza uczelnią. Program obejmuje zajęcia warsztatowe umożliwiające wykonywanie czynności praktycznych przez studentów.

W profilu praktycznym obowiązkowe są także praktyki zawodowe w znacznie większym wymiarze – od 750 do 960 godzin, co odpowiada sześciu miesiącom pracy w pełnym wymiarze czasu. Realizowane są one w placówkach zatrudniających psychologów, co pozwala na bezpośrednie zastosowanie wiedzy teoretycznej w praktyce. W ramach tego profilu wykorzystywane są takie formy kształcenia jak studia przypadków, symulacje, projekty oraz treningi rozwijające konkretne umiejętności zawodowe. Zajęcia odbywają się często w warunkach zbliżonych do rzeczywistej pracy psychologa, a metody warsztatowe i aktywne formy uczenia się stanowią ważny element procesu dydaktycznego.

Z kolei studia o profilu ogólnoakademickim uwzględniają powiązanie kształcenia z działalnością naukową uczelni. Ponad połowa punktów ECTS przypisana jest do zajęć związanych z badaniami naukowymi i umożliwia zdobycie pogłębionej wiedzy teoretycznej jak i przygotowanie do prowadzenia działalności badawczej. Studenci mają ponadto możliwość uczestniczenia w projektach naukowych realizowanych na uczelni. Praktyki zawodowe w tym profilu nie są obowiązkowe lub występują w znacznie mniejszym wymiarze – zwykle wynoszą od 100 do 150 godzin, w zależności od specjalności.

W kontekście studiów psychologicznych różnice te przekładają się na odmienne cele kształcenia. Profil praktyczny przygotowuje w teorii (podkreślam: w teorii)  bezpośrednio do wykonywania zawodu psychologa poprzez intensywne szkolenie praktyczne, konfrontację z rzeczywistymi przypadkami oraz rozwój umiejętności diagnostycznych i terapeutycznych. Natomiast profil ogólnoakademicki skupia się na przekazywaniu aktualnej wiedzy naukowej, przygotowaniu do prowadzenia badań psychologicznych oraz budowaniu warsztatu naukowego.

Różnice w profilu studiów przekładają się na inny dobór kadry prowadzącej zajęcia – w profilu praktycznym są to psychologowie-praktycy, którzy dzielą się swoim doświadczeniem zawodowym i ilustrują teorię przykładami klinicznymi. Jak pokazują jednak doniesienia prasowe, bywa z tym „nie zawsze zgodnie z założeniami”. Również na podstawie własnych obserwacji oraz rozmów z absolwentami i studentami różnych uczelni dostrzegam, że powyższe założenia nie zawsze zdają się znajdować odzwierciedlenie w praktyce.

Z tego powodu polecam Czytelnikom rozważającym podjęcie studiów psychologii dokładne zapoznanie się z opiniami na temat uczelni, do której planują rekrutować.

Jakość kształcenia na studiach psychologicznych jest zatem nader zróżnicowana, bowiem prawie połowa (48%) studentów uczy się na uczelniach, które w ogóle nie przeszły tzw. ewaluacji działalności naukowej. Tymczasem to właśnie wynik tej ewaluacji decyduje o nadaniu uczelni określonej kategorii naukowej – od najwyższej A+, przez A i B+, po B i C. Kategoria ta wpływa m.in. na uprawnienia uczelni do nadawania stopni naukowych, prowadzenia szkół doktorskich i uzyskiwania państwowych dotacji.

Zaledwie trzy uczelnie w Polsce prowadzące studia psychologiczne uzyskały najwyższą możliwą kategorię naukową A+ w tej dyscyplinie: Uniwersytet Jagielloński, Uniwersytet Warszawski oraz Uniwersytet SWPS. Choć to właśnie one reprezentują najwyższy poziom akademicki w kraju, łącznie kształcą zaledwie 17% wszystkich studentów psychologii. Tymczasem ogólna sytuacja na rynku edukacyjnym pokazuje, że jakość programów nauczania bywa bardzo zróżnicowana. Sama nazwa kierunku „psychologia” nie gwarantuje bowiem, że większość treści w programie studiów rzeczywiście odnosi się do tej dziedziny – w skrajnych przypadkach ich udział nie przekraczał 37%! Takie wyniki ślą wyraźny sygnał, że standardy kształcenia w Polsce wymagają istotnych (bardzo, bardzo istotnych) zmian.

Pierwszą z możliwych zmian mogłyby zwiastować pogłoski o planowanym zniesieniu możliwości studiowania psychologii w systemie bolońskim, czyli na studiach pierwszego stopnia (kończących się uzyskaniem licencjatu) oraz drugiego stopnia (zakończonych obroną pracy magisterskiej). W takim scenariuszu pozostałaby jedynie opcja jednolitych studiów magisterskich. Oznaczałoby to, że osoby legitymujące się stopniem licencjata lub inżyniera zdobytym na innym kierunku nie mogłyby podjąć studiów magisterskich z psychologii – a tym samym nie miałyby możliwości uzyskania kwalifikacji w tej dyscyplinie po tylko dwóch latach nauki.

Stopnie i tytuły naukowe w Polsce

Regularnie spotykam się z błędnym użyciem stopni i tytułów zawodowych i naukowych. Obserwuję ten tytularny chaos zarówno u studentów pierwszego roku, jak i u publicystów czy komentatorów w mediach. Wbrew pozorom, nie są to pojęcia zamienne.

Stopień zawodowy to określony poziom wykształcenia zdobywany na uczelni wyższej: licencjat, inżynier, magister lub magister inżynier

Tytuł zawodowy to określenie nadawane osobie po ukończeniu określonej ścieżki edukacyjnej i spełnieniu wymogów związanych z wykonywaniem danego zawodu (na przykład zdaniu egzaminu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe). Przykłady: technik informatyk, adwokat, radca prawny.

Co ciekawe, psycholog jest formalnie tytułem zawodowym, ale w praktyce jako taki nie funkcjonuje. Podobnie jest z psychoterapeutami. Jest to pokłosiem legislacyjnego chaosu ustawowego, o którym napiszę w innym razem.

Aktualnie mamy w Polsce dwa stopnie naukowe:

  • doktor (dr): nadawany po obronie rozprawy doktorskiej. Świadczy o zaawansowanych umiejętnościach badawczych w danej dziedzinie nauki (przykładowy zapis: dr Anna Kowalska)
  • doktor habilitowany (dr hab.): nadawany po uzyskaniu stopnia doktora i po przeprowadzeniu habilitacji, czyli po złożeniu rozprawy habilitacyjnej i uznaniu dorobku naukowego (przykładowy zapis: dr hab. Anna Kowalska).

Jedyny obowiązujący w Polsce tytuł naukowy to profesor (tzw. profesura tytularna lub „belwederska”). Jest on zarezerwowany dla naukowców legitymujących się stopniem naukowym doktora habilitowanego z udokumentowanym, ponadprzeciętnym dorobkiem zwieńczonym publikacjami wydanymi po uzyskaniu habilitacji. Określenie „profesura belwederska” wywodzi się z faktu, że w Polsce profesorem zostaje się dopiero po specjalnej uroczystości odbywającej się w Pałacu Belwederskim, podczas której akt nadania tytułu profesorskiego wręcza osobiście prezydent.

Paradoksalnie istnieje w Polsce jeszcze jeden rodzaj profesury, aczkolwiek nie będący ani tytułem ani stopniem naukowym, tylko stanowiskiem: profesor uczelni. Zanim je opiszę muszę najpierw wyjaśnić trzy rodzaje rozwoju zawodowego pracowników naukowo-dydaktycznych na uczelni:

  • ścieżka naukowa: pracownik nie prowadzi żadnych zajęć dydaktycznych ze studentami, tylko zajmuje się badaniami naukowymi i publikowaniem ich wyników
  • ścieżka dydaktyczna: pracownik nie prowadzi żadnej działalności naukowej i publikacyjnej, tylko prowadzi zajęcia ze studentami.
  • ścieżka naukowo-dydaktyczna (zwana też badawczo-dydaktyczną): pracownik prowadzi zarówno badania naukowe jak i zajęcia dydaktyczne.

Pracownik dydaktyczny ma szansę zostać profesorem uczelni, gdy ma przynajmniej doktorat oraz wyróżnia się wybitnymi osiągnięciami dydaktycznymi i/lub organizacyjnymi.

Zapis stopni oraz stanowiska wygląda w takim przypadku następująco: dr Anna Kowalska, prof. XYZ, przy czym „XYZ” to zmienna dla skrótu nazwy uczelni (np. UAM dla Uniwersytetu Adama Mickiewicza).

Z kolei pracownik naukowo-dydaktyczny oraz naukowy mogą uzyskać stanowisko profesora uczelni dopiero po habilitacji oraz spełnieniu dodatkowych wymogów wynikających z wewnętrznych regulacji uczelni.
Zapis stopni oraz stanowiska wygląda w takim przypadku następująco: dr hab. Katarzyna Nowak, prof. XYZ

Na koniec pragnę jeszcze wyjaśnić dwie kwestie:

  • czym różni się uniwersytet od uczelni wyższej?
    Uniwersytet też jest uczelnią wyższą, lecz w przeciwieństwie do „zwykłych” uczelni wyższych typu Wyższa Szkoła Tego i Owego lub Akademii Nauk Stosowanych prowadzi się w nich również badania naukowe, a nie samą dydaktykę.
  • adiunkt to – podobnie jak profesor uczelni – stanowisko, takie jak np. w urzędach „starszy referent” czy „komisarz”. Może je zajmować wyłącznie osoba posiadająca stopień doktora lub doktora habilitowanego.

Czy studia psychologii mają w 2026 roku sens?

Odpowiem charakterystycznym dla psychologów i psychoterapeutów stwierdzeniem „to zależy”.

Niezależnie od rozważanego kierunku studiów należy przed ich podjęciem odpowiedzieć sobie na następujące pytania:

  • czy myśl o spędzeniu pięciu lat (tudzież trzech lat (I stopień) i/lub dwóch lat (II stopień)) w uczelnianych salach oraz regularny stres podczas cosemestralnej sesji egzaminacyjnej nie napawa mnie przerażeniem?
  • czy stać mnie (lub osoby bliskie/wspierające) na taką inwestycję (przypominam: nie wszyscy studiują nieodpłatnie – stacjonarnie na państwowej uczelni oraz nie wszyscy mają zapewnione lokum w pobliżu uczelni)
  • czy naprawdę interesują mnie zagadnienia związane z danym kierunkiem studiów (innymi słowy: czy chociaż raz na kwartał sięgam po popularnonaukową książkę związaną z tą dziedziną)?
  • czy muszą to być studia, czy wystarczy mi regularnie szkolić się we własnym zakresie (nauka z książek/online, kursy szkoleniowe, itp.)
  • jak wielkie nadzieje wiążę z późniejszą pracą w zawodzie związanym z kierunkiem studiów (i jaka jest realna szansa, że taką dostanę?)

Przed 1990 rokiem tylko nieliczni mogli pochwalić się dyplomem uczelni wyższej – w czasach PRL należało do tego elitarnego grona zaledwie 7% społeczeństwa. Obecnie odsetek osób z wykształceniem wyższym wzrósł w grupie wiekowej 25–45 lat do 45%. Nowe uczelnie – często kuszące obietnicą studiów realizowanych „w pełni online” – wyrastają jak grzyby po deszczu, zalewając media społecznościowe swoimi reklamami. Zdecydowana większość z nich oferuje studia z zakresu psychologii, roztaczając przed kandydatami wizję świetlanej przyszłości, całkowicie oderwanej od realiów rynku pracy – zarówno obecnych, jak i tych nadchodzących.

Sztuczna inteligencja odciska piętno na niemal wszystkich branżach. Szczególnie dotkliwie odczuwają to przedstawiciele tzw. wolnych zawodów, w tym także branża „psycho”. Ten bolesny proces będzie się tylko pogłębiał – wręcz eskalował – i warto porzucić nadzieję, że da się go zatrzymać. Warto przy tym pamiętać, że psychologia niezmiennie znajduje się w czołówce najchętniej wybieranych kierunków studiów w Polsce. W konsekwencji na rynek pracy trafia co roku około 7000 świeżo upieczonych psychologów – tendencja wzrastająca. Niewielka część z nich od razu szuka zatrudnienia w biznesie, część – po bezowocnych próbach pozyskania pacjentów – również skieruje się w stronę „korpo”, a część – ta najliczniejsza i najbardziej zdeterminowana – rzuca się na pierwszą linię frontu walki o klienta. Najczęściej wybieranym w tej walce orężem są dumpingowe ceny oraz pośpiesznie i chałupniczo rzeźbione „marki osobiste”. Charakterystyczne dla tych ostatnich są specyficzne publikacje w mediach społecznościowych, które – w mojej subiektywnej ocenie – często rażą powierzchownym przekazem i przypominają treści z kalendarza dla akwizytorów. Szczególnie w przypadku osób oferujących terapię w modalności usytuowanej daleko od uznanych naukowo nurtów, a także wśród osób zajmujących się „kołczingiem”, są to najczęściej aforyzmy, hasła o „afirmacji obfitości” lub inne, równie groteskowe slogany i działania. Przekazywane są one na instagramowych rolkach uroczystym tonem, jak gdyby autor dzielił się z widzami tajną formułą szczęścia i bogactwa. Znamienne, że tego typu nagrania często opatrzone są tymi samymi tagami, co treści o „podróżach astralnych”, „psychologii kwantowej” i „rozbudzaniu umysłu milionera”.

Wyobrażam sobie, że powyższe może brzmieć dla Wielu brutalnie, ale otaczająca nas rzeczywistość gospodarcza jest taka, a nie inna i nie zazdroszczę obecnym studentom psychologii. Sytuację psychologów i psychoterapeutów porównuję często z podobnie trudnym położeniem adwokatów i radców prawnych. Rynek doradztwa psychologicznego oraz usług psychoterapeutycznych jest bowiem tak samo nasycony specjalistami jak rynek prawniczy.
Wiem od znajomych zatrudnionych w poradniach zdrowia psychicznego, że do dyrekcji placówek trafiają codziennie dziesiątki aplikacji zdesperowanych absolwentów psychologii. Gdy te natomiast same opublikują ofertę pracy, otrzymują dziennie ponad 150 zgłoszeń.
Obecnie jest naprawdę trudno o pracę w branży „psycho”, więc wielu sfrustrowanych psychologów rozważa w pewnym momencie dalszą edukację, na przykład na psychologa klinicznego lub psychoterapeutę.
Ten pomysł, jak przedstawię na przykładzie psychoterapeutów, niekoniecznie będzie gwarantem usłanej różami kariery zawodowej. Nawet, jeżeli ktoś skończy państwową uczelnię w trybie stacjonarnym (czytaj: darmowym), to profesjonalne kształcenie w prywatnej szkole psychoterapii (innych nie ma) uznanego nurtu kosztuje przynajmniej 60.000 zł (tendencja, co roku, wzrastająca z wielokrotnością stopy inflacji). Zatrudniony na pełen etat psychoterapeuta, będący równocześnie magistrem psychologii, zarabia w znanej mi państwowej poradni 5800 zł na rękę (stan: lipiec 2025). Nawet, gdyby nie wydawał ani jednej złotówki z pensji, koszt kształcenia psychoterapeutycznego zwróciłby się po… ponad 10 latach! Ten problem musiałby jednak dopiero powstać, ponieważ zatrudnić się w państwowych przychodniach jako psychoterapeuta jest równie trudne, jak zdobycie tam pracy jako psycholog. Psychoterapeutom pozostaje zatem – ponownie – kontynuacja walki o każdego klienta na rynku prywatnym i nadzieja, że status psychoterapeuty przyciągnie pacjentów. Problem niestety tylko w tym, że na tle moich obserwacji większość obywateli nie jest w ogóle świadoma różnicy między psychologami a psychoterapeutami… no i „koło się zamyka”.


© Jakub Pawlak

Teksty chronione prawem autorskim. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Umów się na konsultację

Wstępna rozmowa

66 99 45 45 4

Email

kontakt@pawlak.consulting

Czas przyjęć

Pon – pt: ustalane indywidualnie
Sobota – niedziela: 10.00 – 14.00

Gabinet

ul. Wojciechowskiego 6
60-685 Poznań